Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 kwietnia 2012

Apteczka

      Mamy Wtorek 10 Kwietnia 2012, godz po 21. Po dwudniowym, świątecznym obżarstwie i znów dość długim okresie nie pisania, uważam ten moment za idealny na skrobnięcie paru słów na temat jednego z elementów obowiązkowych wyposażenia każdego domu.
     Małą białą - albo raczej brudno-szarą, zdewastowaną szafeczkę ze szklanym okienkiem znalazłem u rodziców w garażu. Wisiała na ścianie, zdezelowana i bez pomysłu na jakiekolwiek przeznaczenie. No cóż, mebelek 30x40x15 nie należy raczej do najpojemniejszych. Nadałby się co najwyżej na klucze do drzwi. Jednak tych parę deseczek z szybką miało w sobie jakiś urok, co spowodowało we mnie chęć posiadania jej. I tak zniszczona szafeczka z resztkami czerwonej farby na szybie znalazła się w Smugach, gdzie jak wszystkie nasze starocia czekała dłuższą chwilę na "kapitalkę", nadanie jej smugowego klimatu oraz znalezienie przeznaczenia. Po tych zabiegach w naszej kuchni zawisł mebel obowiązkowy tj.apteczka.









czwartek, 23 lutego 2012

Wisi na ścianie i nie tyka ...

   Kiedy jakieś 2 lata temu, buszując u mojej Babci na strychu znalazłem starą, rozpadającą się obudowę zegara, zupełnie się nie spodziewałem, jak potoczą się jej dalsze losy. Dolna część, składająca się pierwotnie z trzech połączonych ze sobą elementów wyglądała jakby miała się za chwilę ulotnić z wiatrem. Fragmenty te sprawiały wrażenie, jakby były zrobione z mączki drewnopodobnej, ot deseczki w 90% spróchniałe...:((((. Reszta w trochę lepszej kondycji, z dużą ilością małych otworków wskazujących, że zegar ma "lokatora", drewnojadka ;). Całość brudna, zakurzona i nie pamiętająca jak wygląda metalowa plątanina trybików "czasomierza".

   Tak czy inaczej, wiedząc iż wcześniej czy później ta marność będzie nadawała się jedynie do pieca, postanowiłem przygarnąć mebelka i spróbować przywrócić mu chociaż ułamek dawnej świetności.

   Początkowo go rozebrałem, wyczyściłem, rozpadające się elementy wypełniłem masą drewnopodobną (patent własny) i żywicami. Brakowało jedynie pomysłu na zastosowanie dla naszego "odnowionego po staremu" zegara. Skulimka wpadła na pomysł, że można zamontować go do góry nogami i zrobić w nim witrynkę na kieliszki do likieru. Ja ze swej strony postanowiłem wstawić do wnętrza dwie półeczki i "upchnąć" tam cały zestaw szkieł do "napojów" ;)))))

A wygląda to tak:


Po otwarciu widzimy tak....

...a kieliszki po zamknięciu widzą tak...

 ... z zewnątrz.




















niedziela, 29 stycznia 2012

Szafa - pilnie poszukiwana...

  W każdym domu znajdują się przedmioty, których obecność w życiu codziennym jest tak oczywista, że czasem zapominamy o ich istnieniu. W codziennym zabieganiu popadamy w taką rutynę i dopiero radykalna zmiana środowiska sugeruje nam, że "czegoś mi tu brakuje". Moja przeprowadzka najpierw do Lublina, a później do Smug była dość rozciągnięta w czasie i swój "dobytek" zwoziłem na raty, za każdym wyjazdem do Rodziców. No cóż... W pewnym momencie zarówno moje jak i Skulimki rzeczy zaczęły zalegać w niezliczonych pudłach i workach poupychanych w najdziwniejszych miejscach naszego "smugowego" wieczne remontowanego przybytku. Nie żeby nam to przeszkadzało.... no dobra - przeszkadzało nam - i to bardzo.
   Dopóki każde z nas mieszkało ze swoimi rodzicami ,nie było problemu, bo mieliśmy swoje szafki, półki czy szafy, uogólniając przestrzeń na gromadzenie swoich "dóbr". Aż tu nagle sielanka została przerwana, bo oto zamieszkaliśmy pod jednym wspólnym dachem, każde z własnymi rzeczami i własnymi roszczeniami do "kawałka przestrzeni dla siebie".  Po wielu, nazwijmy to "pertraktacjach" doszliśmy do konkluzji iż mamy pewien podstawowy brak w umeblowaniu. Otóż brakowało nam ewidentnie szafy. 
  Z racji trudnej sytuacji czasowo-finansowej związanej z przygotowaniami do zawarcia przez nas związku małżeńskiego, postanowiliśmy temat odłożyć na spokojniejszy okres po tym jakże ważnym wydarzeniu.
Udało się nam to dość skutecznie, ponieważ załamanie nastąpiło dopiero jesienią po naszym ślubie. Nadszedł oto czas poszukiwania szafy, która jednakowoż nie mogła być zwykłym meblem, bo musiała spełnić wiele wyśrubowanych przez nas i czasami trochę sprzecznych kryteriów. 
   Kryteria były takie: musiała być stara, względnie tania, drewniana, nie mogła się rozsypywać, mieć duży gabaryt mieszczący w swych wnętrzach ubrania nas obojga, jednocześnie musiała wejść do domu drzwiami i nie zajmować nazbyt dużo miejsca. Z grubsza tyle... :)))) Na pozór nie wykonalne.  
  
Długie to były poszukiwania, bo nasze gusta dotyczące wielu rzeczy często się różnią, co znacząco utrudnia wspólne zakupy. W końcu po długich poszukiwaniach udało nam się podjąć decyzję o zakupie. 

Ciekawostką niech będzie to, iż całego mebla przywieźliśmy "własnoautnie", za jednym kursem, samochodem marki VW Golf II i to z tylnimi siedzeniami. (Do dziś zachodzę w głowę jak nam się to udało!!!!!!)

W zasadzie to jesień była w pełni, ale dni były jeszcze słoneczne i wydawało się, że szybko się uporamy z  przysposobieniem naszego mebla do użytku. Niestety tak się nie stało i szafa musiała poczekać na ukończenie do okresu między świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem 2010.

Spód szafy - przed "kapitalką"
(Na deskach i spodzie nogi podpis" Tu Byłem - Szrotówek")
















Inny detal - tu też był Szrotówek (i to długo).
Na wszelki wypadek w drewno wstrzyknęliśmy trochę chemii przed dalsza obróbką.










Spód szafy w czasie czyszczenia.

















Żywice, szpachle i tajemnicze zabiegi mojego "Kochania". :))






















 Szafa po "tuningu"














Detal (Widoczne pozostawione ślady naturalnego zużycia).

























Nasza szafa prawie ukończona. Poszukujemy zamka do drzwi i uchwytów do szuflad, ale na to przyjdzie czas. Cały mebel (Szer.150, Gł.60, Wys.220 cm) składany jest na dyble, bez użycia jakichkolwiek wkrętów czy klejów. Jedynie metalowe części zawiasów i zamki przykręcano do dębowych elementów naszego drewnianego "wybawienia". 



   I tak to się zaczęło... Kiedy w pośpiechu kończyliśmy naszego mebla w nocy poprzedzającej Sylwestra, jednomyślnie stwierdziliśmy (co jak wspomniałem wcześniej, rzadko się zdarza) iż chcielibyśmy się szerzej zająć "dłubaniem" w mebelkach i przywracaniem im nowego odświeżonego lub zupełnie "schodzonego" wyglądu, dostosowanego do naszej koncepcji "Smugowych wnętrz", którą staramy się powoli acz konsekwentnie wdrażać.
Czas pokaże czy nam się uda zrealizować wszystkie nasze pomysły, lecz wiadomo jedno - mamy jeszcze wiele do nauczenia.